piątek, 1 lutego 2019

Nowy haft na Nowy Rok, czyli przybywa Eschera

Po styczniu jestem z siebie dumna - dumna, bo udało mi się trzymać swojego postanowienia i faktycznie co tydzień zmieniałam tamborek z haftem, dodając kolejne krzyżyki do moich kolosów. Computer Wizarda można było podejrzeć w poprzednim wpisie, a dziś czas na wzór inspirowany grafiką M.C. Eschera "Circle Limit with Butterflies".


Muszę powiedzieć, że jestem całkiem zadowolona z postępów, chociaż zmieniłam trochę taktykę. Haftować zaczęłam od środka wzoru, ale ponieważ jest tam bardzo dużo bardzo często zmieniających się kolorów (czyli, co tu dużo mówić, multum pojedynczych krzyżyków, do których w żadnym z dotychczas wyszywanych większych czy mniejszych obrazków nigdy nie miałam cierpliwości...), postanowiłam przebrnąć przez kilka kartek i dojść do krawędzi wzoru. Jak zawsze, najchętniej zaczynam haft od lewego dolnego rogu, ale tym razem ograniczyłam się po prostu do lewego brzegu. Od 15 strony zawróciłam w kierunku strony 13 i dzięki temu dobrnęłam do miejsca, gdzie dużo łatwiej jest się wgryźć we wzór.
Postępy w pracy 19 stycznia prezentowały się tak:



Mój M. wciąż mnie pilnuje, żebym haftowała przy odpowiednim źródle światła, bo rozmiar tych mikrokrzyżyków zdecydowanie może doprowadzić do ślepoty. 


Poza tym ogarnęłam muliny, żeby nie pogubić się w tych 89 kolorach przez kolejne lata wyszywania...


28 stycznia przybyło trochę krzyżyków po tygodniu poświęconym "Computer Wizardowi" Randala Spanglera.


A jak już wciągnęłam się w haft na całego, dobrnęłam z czernią do szczytu 13 strony i teraz zajmuję się łataniem motylich skrzydeł. Żmudna, czasochłonna robota, podczas której trzeba się pilnować. Ale nie mogę się doczekać, kiedy z kanwy wyłoni się pierwszy, pełen kolorów motyl.
Stan na 1 lutego poniżej, sami spójrzcie:


Lewej części przybywa...


...prawą na razie zostawiłam w spokoju.


Do niedzieli dostawię jeszcze pewnie kilka krzyżyków, potem tydzień dla Czarodzieja.

Zupełnie zapomniałam! Jeszcze ostrzeżenie na koniec - używajcie naparstków, jeśli dużo wyszywacie, bo inaczej istnieje ryzyko, że skończycie jak ja. Z naczyniakiem na czubku palca, który wymagał wycięcia i założenia czterech szwów... Nie polecam. Szwów pozbędę się w przyszłym tygodniu, bólu gojenia i problemów z krwawiącym palcem jeszcze przed zabiegiem zdecydowanie warto uniknąć.

9 komentarzy:

  1. Porządek w mulinach,którego zazdroszczę. Ale ja lubię muliny w motkach.
    Też się nigdy nie mogę doczekać ,jak z barwnej plamy ,wyłoni się coś konkretnego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłego wyszywania. Z przyjemnością będę śledzić postępy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam za równoczesne haftowanie dwóch kolosów. Pięknie przybywa :) Naczyniaka współczuję... paskudztwo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne postępy.Współczuję bólu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję "przygody" z palcem :( i kibicuję bo na prawdę niesamowity wzór wybrałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. piękny jest ten wzór, też czekam na całego motyla ;) współczuje przygody z palcem ;( a mulinki pięknie ułożone ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Motyl nabiera kolorków, a na czarnym tle bedzie wspaniale wyglądał:-) Pozdrawiam cieplutko:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Postępy coraz większe, podziwiam twój zapał i jestem pod wrażeniem porządku w mulinach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń