wtorek, 20 listopada 2018

A życie trwa

Na początku chciałam podziękować za Wasze komentarze pod poprzednim postem - naprawdę doceniam tych kilka słów, chociaż wiem, że czasem nie wiadomo, jak zareagować na takie wiadomości. Ja sama też mam opory, żeby informować otoczenie - czy to ustnie, czy pisemnie - bo za każdym razem mam wrażenie, że biję ludzi po głowach czymś ciężkim, zostawiając ich z faktem nie do ogarnięcia w żaden racjonalny sposób. Trzeba po prostu przeżyć żałobę w swoim rytmie... Bo każdy kolejny dzień, tydzień, miesiąc są inne i widzę, jak bardzo się zmieniamy podczas ich mijania.
Oby nas to wszystko nie dobiło, ale wzmocniło w jakiś irracjonalny sposób...

Brzmi to absurdalnie, ale haft trochę mi pomaga podczas tego mijającego czasu, więc stawiam sobie kolejne krzyżyki i łatam też siebie w międzyczasie. Zostawię poniżej kilka zdjęć, niech będzie jakaś dokumentacja.

Po pierwsze Computer Wizard, na razie dwie kolejne strony są wyhaftowane połowicznie, prace nad nim stanęły 29 października.



Coraz wyraźniej widać chłopca, który ze smokiem nawiązał nić porozumienia. Niedługo pewnie do niego wrócę. Ale na razie szykuję mały upominek. Postępy poniżej:



Może przed świętami skończę, kto wie.

poniedziałek, 15 października 2018

Dziś Dzień Dziecka Utraconego...


Nikomu nie życzyłabym przeżycia tego, co musieliśmy przeżyć w przeciągu ostatnich kilku tygodni... Nikt nie może mi powiedzieć, że ma to jakiś ukryty sens, że ma to czegoś nauczyć. Takie stwierdzenia bolą, irytują, denerwują, wyprowadzają z równowagi. Sprawiają, że nie mam ochoty rozmawiać z osobą, która ich używa.
Nikt nie powinien tracić dziecka. Nikt nie powinien nosić córeczki pod sercem przez dziewięć miesięcy, mówić do niej, cieszyć się każdym jej kopnięciem, wieczornym wierceniem się, każdą niespodziewaną czkawką, a potem ją stracić... Stracić podczas ostatnich trzech minut porodu, w czterdziestym pierwszym tygodniu zdrowej ciąży, po trzynastu godzinach bólu, walki bez znieczulenia. Nikt nie powinien poczuć ciepła małego, już nie oddychającego ciałka, a potem tulić w ramionach chłodną istotkę, która miała przynieść ze sobą tyle radości, która miała nauczyć nas czegoś nowego, pokazać nam, jakimi ludźmi jesteśmy, jakimi ludźmi możemy się stać, a przyniosła tyle bólu i cierpienia. Niedowierzania, panicznych, duszących łez w samym środku nocy, kiedy zza otwartego okna słychać płacz noworodka na oddziale obok, kilka okien dalej... Nikt nie powinien zostać sam, z pustką i tym ogromem miłości, który nie ma ujścia, który tak potwornie boli i ze świadomością, że ten ból nigdy tak naprawdę do końca nie zniknie. Ze strachem, co przyniesie przyszłość - czy jeszcze kiedyś będziemy potrafili cieszyć się życiem chociaż w połowie tak, jak cieszyliśmy się nim kiedyś, czy będziemy w stanie patrzeć w przyszłość chociaż z częścią nadziei, z którą patrzyliśmy w nią jeszcze trzy miesiące temu. Z lękiem, czy zostaniemy jeszcze kiedyś rodzicami. Ze strachem i narastającą złością, że straciliśmy kogoś, kogo pokochaliśmy całym sercem, chociaż nie zdążyliśmy jej nawet jeszcze właściwie poznać...
Nie tak to powinno wyglądać.

wtorek, 9 października 2018

poniedziałek, 10 września 2018

Kiedy trzeba zająć czymś myśli i ręce...

27 października 2017


 5 stycznia 2018


26 czerwca 2018


 Gotowe dwa rzędy:
 I

 II


 III


I, II i III

Dwie pierwsze strony trzeciego rzędu
24 sierpnia 2018


21 i 22 strona haftu - trzecia i czwarta strona trzeciego rzędu
10 września 2018


wtorek, 26 czerwca 2018

Specjalnie dla Małej

Kiedy dotarło do nas, że na początku lipca zostaniemy rodzicami, kwestią czasu było znalezienie przeze mnie wzoru na metryczkę dla Młodej, która zgodnie z planem powinna do nas dołączyć na początku drugiego tygodnia lipca. Jak na razie nie grozi nam wcześniejszym wyjściem, ale kto wie, co jej strzeli do głowy w międzyczasie ;)
Haft zaczęłam pod koniec kwietnia, po przeprowadzce i względnym ogarnięciu nowego lokum, licząc na to, że w niecałe trzy miesiące wyrobię się z krzyżykowaniem. I wygląda na to, że się udało :) Zostały tylko "szczegóły". Byłam zaskoczona, jak szybko idą prace, kiedy ośmiu godzin w ciągu dnia nie zajmuje praca i można ogarnąć wszystkie ważniejsze sprawy na spokojnie, w ciągu dnia. Z resztą sami spójrzcie.

27 kwietnia:

8 maja:

 17 maja:

28 maja:

 8 czerwca:

Następnie nadciągnęły bacstitche ;)
11 czerwca:

17 czerwca skończyłam całość i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Nad żyrafą i gdzieś nad świnką planuję zmieścić imię Młodej i datę jej urodzenia, a że nadal z M. nie możemy się zgodzić, które z dwóch imion ostatecznie wybierzemy - czekamy do porodu. Może się okazać, że ani jedno, ani drugie nie będzie pasować do małego człowieka, który pojawi się na świecie i trzeba będzie znaleźć jakiś kompromis. Się okaże niedługo ;)


Kilka bardziej szczegółowych ujęć:








czwartek, 15 marca 2018

Belle & Boo - Build a Snowman (baaardzo spóźniony test u Chagi)

Kiedy zgłaszałam się w zeszłym roku do Chagi z bloga Pasje odnalezione, żeby przetestować niezwykle pozytywny wzór Belle & Boo "Build a Snowman", nie podejrzewałam jeszcze, że coś, co miałam spokojnie skończyć i przesłać gotowe do końca stycznia przeciągnie mi się do połowy marca...
Od listopada ogarniała mnie coraz większa senność, powroty z pracy zaczęły koncentrować się głównie na tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu, zjeść obiad i zdrzemnąć się chociaż przez chwilę. A każda taka chwila kończyła się trzema godzinami twardego, mocnego snu, z którego wcale nie miałam ochoty się wybudzać na kolację, prysznic i przeniesienie się do łóżka. I tak do początków marca, kiedy ostatecznie ogólne zmęczenie i rozkojarzenie wzięło nade mną górę i zostałam już w domu, żeby przygotować się powoli na to, co ma przyjść na początku lipca. A będzie to mała dziewczyna, dla której między innymi w końcu dokończyłam ten obrazek :) Matka zarzuci Cię haftowanymi ilustracjami w różnych odsłonach, kruszyno...

Jeśli chodzi o sam wzór, muszę powiedzieć, że haftowało mi się go dobrze - chociaż po dłubaninie w potężnym "Computer wizardzie", gdzie kolory zmieniały się co chwila, drażniło mnie momentami krzyżykowanie dużych płaszczyzn jednym odcieniem. Tak, o tobie mowa, bałwanie ;) Tak dużo jednolitej bieli sprawiło, że podchodziłam do niego na kilka razy, przemieszczając się czasem do innych elementów jego stroju, żeby nie zwariować. Ale kiedy już doszłam do szczegółów i detali, a potem do bacstitchy - było już z górki.
Haftowałam na kropkowanym płótnie Belfast 32 ct - krzyżyki wychodzą na nim ładne i równe, ale niestety gumowane kropki naniesione na tkaninę nie są moim faworytem. Czasem przeszkadzały w hafcie, dodatkowo niestety prześwitują przez mulinę, co trochę psuje efekt. Być może inna tkanina sprawdziłaby się lepiej, trzeba byłoby spróbować.
Na pewno mogę powiedzieć, że Chaga bardzo dobrze dopracowała wzór, przez co przyjemnie przenosiło się go na materiał i jak już się nad nim przysiadło, praca szła szybko. To może teraz kilka zdjęć na dowód, że efekt końcowy jednak wynagradza ilość poświęconego mu czasu :) Polecam uwadze szczególiki pod postacią zwierzyńca i innych drobiazgów.
Oczywiście ja też miałam małego, ciekawskiego pomocnika ;)


Bez bacstitchy to jednak nie to samo.