środa, 4 października 2017

Igłą po kanwie

Nie mogę zacząć od niczego innego, jak od podziękowania za tych kilka ciepłych słów, które znalazłam pod poprzednim wpisem - dziękuję :)
Sierpień był nieco szalony, chaotyczny i dużo się w nim działo, żyliśmy w ciągłym niedoczasie, panikując i zastanawiając się, o czym jeszcze zapomnieliśmy, co jeszcze wypadałoby załatwić, ogarnąć, zorganizować, dopiąć... Wszyscy, którzy brali ślub na mniejszą lub większą skalę, mniej więcej wiedzą, o czym piszę. No ale miesiąc skończył się tak, jak chcieliśmy i naprawdę nie mogliśmy narzekać :)
Myślałam, miałam nadzieję, że we wrześniu minie nam trochę to zmęczenie po ciągłym biegu, ale jak już raz się wpadło w rytm weekendowych wypadów, spotkań, wizyt i wyjść, trudno jest się przestawić. Dwa tygodnie po ślubie i niecały tydzień po powrocie z poślubnego tygodnia W Edynburgu jechaliśmy na przykład z Warszawy pod Głogów z kolegą Maćka, który chciał skoczyć z 220-metrowego komina i poprosił nas o wsparcie psychiczne. Cóż, ludzie mają różne pomysły na spędzanie czasu wolnego ;) A ja chyba nadal lubię relaksować się między innymi przy stawianiu krzyżyków.

Ostatnio hafciarsko wciąż jestem monotematyczna i walczę z Computer Wizardem Randala Spanglera. Mam poczucie, że jeśli odłożę ten haft chociaż na chwilę, nigdy go nie skończę :P Nie mam pojęcia, jak niektóre z dziewczyn z blogów, które podglądam, znajdują czas i jaką mają technikę, że są w stanie duże obrazy skończyć na przykład w pięć miesięcy. Ja dziś skończyłam czternastą stronę haftu. A za kilka dni miną dwa lata od chwili, kiedy postawiłam na kanwie pierwszy krzyżyk... Cały wzór mieści się na 81 stronach, więc stosując prostą matematykę można założyć, że całość skończę za jakieś... 9lat? Ile może się wydarzyć w ciągu 9 lat :P Chyba powinnam jednak trochę przyspieszyć z tym olbrzymem.
No dobrze, to może na pocieszenie podzielę się moimi ostatnimi postępami? ;)

Tak było 8 lipca:


Kolejne zdjęcie mam już z 19 września - zrobione po ślubnej zawierusze i podróżach.
Trzynasta strona w pełnej krasie.



Trzeba było przesunąć materiał na tamborku, więc skorzystałam z okazji i zrobiłam zdjęcie wygniecionej całości.


A że dzień później wylądowałam na L4 przez moje notorycznie jesienią dające się we znaki zatoki, miałam prawie tydzień wolnego. Skończyło się na tym, że głównie spałam, czytałam, czasem coś obejrzałam, no i haftowałam... Gdybym siedziała w domu i nie pracowała, prawdopodobnie faktycznie skończyłabym cały obraz w rok, bo przyspieszenie miałam niezłe.
20 września:


22 września:


No i dziś dokończona czternasta strona wzoru, haftowana od 19 września do 4 października (poprzednią haftowałam od lipca do września...):


Jest progres :) Zastanawiam się teraz, na ile pomocny jest w tym lekkim przyspieszeniu mój mały prezent ślubny, który sobie sprawiłam, jak tylko ogarnęliśmy kwestie finansowe po ślubie. Bo nie mogłam się powstrzymać i zaraz po powrocie z Edynburga zamówiłam stojak do haftu, który kiedyś podpatrzyłam na blogu Pasje odnalezione. Do tego zamówiłam sobie trzy tamborki w różnych rozmiarach, ale jak na razie wciąż towarzyszy mi tamborek Singera po prababci - 25 cm średnicy idealnie pasuje do tego haftu.


Może dzięki niemu będzie szybciej ;)
Do napisania! Może następnym razem uda mi się przemycić kilka słów o Szkocji - jestem w niej szczerze i niezmiennie zakochana.

2 komentarze:

  1. Gratulacje z okazji slubu i haftu. Moze sprobuj parkowania to przyspiesza haftowanie. Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam zapał i zacięcie :)
    wiem doskonale jak wiele samozaparcia wymagają takie duże projekty... swoje tulipany wyszywałam z małymi przerwami przez trzy i pół roku. :) wydaje mi się, że takie prace, w które wkłada się tyle czasu, pracy i serca cieszą najbardziej.
    Stojak prezentuje się profesjonalnie, ja wyszywałam przez pewien czas na krosnie i byłam ogromnie zadowolona z komfortu pracy... niestety od kiedy biega nam po domu mały rozrabiaka musiałam je schować razem z dużym haftem :)

    OdpowiedzUsuń