poniedziałek, 24 grudnia 2018

Spokojnych świąt :)

Drodzy, tak po prostu - spokojnych, rodzinnych, pogodnych świąt bez stresu, zmartwień i kłótni. I żeby każdy z Was spędził je tak, jak sobie życzy :)


wtorek, 18 grudnia 2018

Przed Świętami

Obserwuję sobie za oknem powoli topniejący warszawski śnieg, którym sypnęło w nocy z soboty na niedzielę i mam cichą nadzieję, że w nadchodzący weekend coś jeszcze spadnie z nieba, bo jedną z rzeczy, których zdecydowanie nie lubię, jest szarobura, zwiędła Wigilia. Prognozy pogody chyba jednak niestety nie nastrajają pozytywnie... Dlatego staram się przemycić nieco świątecznej atmosfery do mieszkania i wczoraj cały wieczór zszedł nam na pieczeniu pierniczków (królik nie był zadowolony - tupał na nas spod kanapy i nie miał zamiaru stamtąd wyjść). Co roku zapominam, że kilogram mąki to spora ilość i niezmiennie siedzimy w kuchni 2,5 godziny, wrzucając do piekarnika kolejne blachy z wyciętymi wzorkami. Na szczęście wyszły pyszne i nie powstrzymałam się przed zjedzeniem kilkunastu ledwo ostygłych sztuk ;)


Tej jesieni jakoś nie miałam serca do świątecznych i zimowych haftów, więc z szuflady wydobyłam moje hafciarskie niedobitki z zeszłego roku - będą musiały dać radę. Marna ze mnie gospodyni domowa, nie ma u nas stroików i innych wigilijnych akcentów, stoi tylko gwiazda betlejemska, malutką choinkę ubierzemy pewnie dziś (będzie stać odpowiednio wysoko, żeby nie otruć uszaka igłami), gdzieniegdzie M. rozwiesił lampki. Święta jak zwykle spędzimy w rozjazdach u rodziców, wieczorem wracając do naszej spokojnej przystani.


Ja niezmiennie na tamborku trzymam Computer Wizarda i dostawiam do niego kolejne krzyżyki - po dokończeniu króliczki, którą Wam pokażę w następnym wpisie, dokończyłam 23 i 24 stronę wzoru i przesunęłam tamborek dalej, więc mogę się podzielić zdjęciami na większą skalę. Ale najpierw postępy prac.
9 grudnia:


11 grudnia:


13 grudnia postawiłam ostatni krzyżyk na tych dwóch stronach:


Zostały mi dwie i pół strony do końca trzeciego rzędu wzoru, to będzie mniej więcej jakaś 1/4 albo 1/3 całości... Nie mam pojęcia, kiedy skończę tego giganta, ale chyba efekt końcowy będzie wart takiego nakładu pracy. Mam nadzieję ;) Dotychczas postawiłam na tej kanwie 111 300 krzyżyków.




Zaczęłam też wzór Eschera, do którego materiały kupiłam jakoś w zeszłym roku i do tej pory czekały na zmiłowanie. Wzór nie ma 90 tylko 30 stron, więc jest szansa, że pójdzie trochę szybciej :P Ale o tym hafcie napiszę już przy następnej okazji.
Prawdopodobnie przed 24 grudnia już nic nowego nie będę tu wrzucać, więc życzę wszystkim spokojnych, rodzinnych Świąt. I radości dużo.

wtorek, 20 listopada 2018

A życie trwa

Na początku chciałam podziękować za Wasze komentarze pod poprzednim postem - naprawdę doceniam tych kilka słów, chociaż wiem, że czasem nie wiadomo, jak zareagować na takie wiadomości. Ja sama też mam opory, żeby informować otoczenie - czy to ustnie, czy pisemnie - bo za każdym razem mam wrażenie, że biję ludzi po głowach czymś ciężkim, zostawiając ich z faktem nie do ogarnięcia w żaden racjonalny sposób. Trzeba po prostu przeżyć żałobę w swoim rytmie... Bo każdy kolejny dzień, tydzień, miesiąc są inne i widzę, jak bardzo się zmieniamy podczas ich mijania.
Oby nas to wszystko nie dobiło, ale wzmocniło w jakiś irracjonalny sposób...

Brzmi to absurdalnie, ale haft trochę mi pomaga podczas tego mijającego czasu, więc stawiam sobie kolejne krzyżyki i łatam też siebie w międzyczasie. Zostawię poniżej kilka zdjęć, niech będzie jakaś dokumentacja.

Po pierwsze Computer Wizard, na razie dwie kolejne strony są wyhaftowane połowicznie, prace nad nim stanęły 29 października.



Coraz wyraźniej widać chłopca, który ze smokiem nawiązał nić porozumienia. Niedługo pewnie do niego wrócę. Ale na razie szykuję mały upominek. Postępy poniżej:



Może przed świętami skończę, kto wie.

poniedziałek, 15 października 2018

Dziś Dzień Dziecka Utraconego...


Nikomu nie życzyłabym przeżycia tego, co musieliśmy przeżyć w przeciągu ostatnich kilku tygodni... Nikt nie może mi powiedzieć, że ma to jakiś ukryty sens, że ma to czegoś nauczyć. Takie stwierdzenia bolą, irytują, denerwują, wyprowadzają z równowagi. Sprawiają, że nie mam ochoty rozmawiać z osobą, która ich używa.
Nikt nie powinien tracić dziecka. Nikt nie powinien nosić córeczki pod sercem przez dziewięć miesięcy, mówić do niej, cieszyć się każdym jej kopnięciem, wieczornym wierceniem się, każdą niespodziewaną czkawką, a potem ją stracić... Stracić podczas ostatnich trzech minut porodu, w czterdziestym pierwszym tygodniu zdrowej ciąży, po trzynastu godzinach bólu, walki bez znieczulenia. Nikt nie powinien poczuć ciepła małego, już nie oddychającego ciałka, a potem tulić w ramionach chłodną istotkę, która miała przynieść ze sobą tyle radości, która miała nauczyć nas czegoś nowego, pokazać nam, jakimi ludźmi jesteśmy, jakimi ludźmi możemy się stać, a przyniosła tyle bólu i cierpienia. Niedowierzania, panicznych, duszących łez w samym środku nocy, kiedy zza otwartego okna słychać płacz noworodka na oddziale obok, kilka okien dalej... Nikt nie powinien zostać sam, z pustką i tym ogromem miłości, który nie ma ujścia, który tak potwornie boli i ze świadomością, że ten ból nigdy tak naprawdę do końca nie zniknie. Ze strachem, co przyniesie przyszłość - czy jeszcze kiedyś będziemy potrafili cieszyć się życiem chociaż w połowie tak, jak cieszyliśmy się nim kiedyś, czy będziemy w stanie patrzeć w przyszłość chociaż z częścią nadziei, z którą patrzyliśmy w nią jeszcze trzy miesiące temu. Z lękiem, czy zostaniemy jeszcze kiedyś rodzicami. Ze strachem i narastającą złością, że straciliśmy kogoś, kogo pokochaliśmy całym sercem, chociaż nie zdążyliśmy jej nawet jeszcze właściwie poznać...
Nie tak to powinno wyglądać.

wtorek, 9 października 2018

poniedziałek, 10 września 2018

Kiedy trzeba zająć czymś myśli i ręce...

27 października 2017


 5 stycznia 2018


26 czerwca 2018


 Gotowe dwa rzędy:
 I

 II


 III


I, II i III

Dwie pierwsze strony trzeciego rzędu
24 sierpnia 2018


21 i 22 strona haftu - trzecia i czwarta strona trzeciego rzędu
10 września 2018