Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Spokojnych świąt :)

Drodzy, tak po prostu - spokojnych, rodzinnych, pogodnych świąt bez stresu, zmartwień i kłótni. I żeby każdy z Was spędził je tak, jak sobie życzy :)


sobota, 23 grudnia 2017

Pada śnieg... ekhm

Marzyły mi się białe, nastrojowe święta, z dorodnymi płatkami śniegu sypiącymi leniwie z nieba, z parą wydobywającą się z ust, lekkim szronem malującym wzory na szybie, z pokrytymi lodem kałużami, chrupiącymi pod butami... Ale to chyba nie w tym roku ;) Plusowe temperatury i deszcz w stolicy sprawiają, że odwracam wzrok w drugą stronę, obserwuję naszą niedużą choinkę i wyławiam unoszący się w pokoju zapach żywicy i igliwia. Zapakowaliśmy właśnie dwie torby prezentów na jutro, polewa na pierniku stygnie, pierniczki ukryły się w puszkach - można przysiąść i spokojnie napić się kawy.
I życzyć Wam wesołych, rodzinnych, pogodnych Świąt :)



(kilka detali ;))








czwartek, 7 grudnia 2017

Retro krzyżyki

Kiedy minął już poślubny rozgardiasz, pozwoliłam sobie zrobić jeszcze jeden hafciarski prezent - oprócz stojaka do tamborka ;) Ponieważ chodziły za mną już od dłuższego czasu wzory stworzone przez Veronique Enginger, zamówiłam sobie jedną z jej książek, idealnie wpisującą się w tematykę zbliżających się Świąt. "La magie de Noel" :) Projekty w niej ukryte są delikatne, nieco retro, bardzo klimatyczne i muszę powiedzieć, że bardzo przyjemnie się je haftuje.
Na początek zabrałam się za jeden z niewielkich wzorków - szukałam czegoś, co można byłoby przeznaczyć na kartkę świąteczną, którą chciałam przekazać na aukcję na rzecz podopiecznych Króliczego Zakątka w Lublinie. Ze względu na organizację szukałam czegoś, co chociaż trochę wiązałoby się z króliczą tematyką i nawet udało mi się coś znaleźć ;)



Haft nakleiłam na bazę do robienia kartek, którą w zeszłym roku kupiłam bodajże w Biedronce. Teraz aż żałuję, że kupiłam tylko jeden komplet, w którym było tylko kilkanaście kartek z kilkoma wzorami.
Po tym drobiazgu postanowiłam zrobić też coś dla nas. Ponieważ metraż u nas nie jest zbyt duży, co roku mamy kilkudziesięciocentymetrowe krzaczki, delikatnie obwieszone ozdobami. Tym razem mam zamiar dorobić do naszej małej choinki drugą, haftowaną. Prace jeszcze trwają, ale mam nadzieję, że niedługo uda mi się skończyć.


Backstitche dodadzą całości niezwykłego uroku.



Nie wiem dlaczego, ale mojemu M. ciasta we wzorze kojarzą się z... szynkami i mięsami :P W związku z tym ostatnio cały czas słyszę, że poświęcam czas mięsnej choince. Może jak już skończę całość, skojarzenia trochę mu się poprzestawiają ;)


No i muszę się z Wami podzielić jeszcze jedną rzeczą - będę miała przyjemność testować jeden z wzorów Belle & Boo opracowanych przez Chagę z bloga Pasje odnalezione. W związku z tym czym prędzej zaopatrzyłam się w wymaganą tkaninę i już nie mogę doczekać się pracy :) A przy okazji uzupełniłam też nieco swoje zapasy muliny ;)


Do napisania - mam nadzieję, że szybciej niż ostatnio.

niedziela, 4 grudnia 2016

Lisie zwyczaje

Dzisiejszy wieczór to koncert Raya Wilsona w radiowej Trójce, to unoszący się w mieszkaniu zapach bananowo-czekoladowych muffinek, to przytulny pluszowy kombinezon do chodzenia po domu, półmrok i chwila na okołoświąteczne rękodzieło. Zima to dla mnie sen, klejące się powieki, pachnące przyprawy i wszechogarniająca melancholia, nadciągające wspomnienia, zastanowienie i lekki niepokój. Jeśli uda się go oswoić, będzie dobrze.
A na razie czeszę lisie włosy...




poniedziałek, 6 stycznia 2014

Z uśmiechem w nowy rok :)

Zima to czas dziwnej melancholii, szybko uciekającego dnia i wszechobecnej ciemności, która budzi w człowieku niepokojące myśli, odrobinę smutku i nieoczekiwane wspomnienia, nie zawsze przywołujące te dobre obrazy. Jeśli do tego dochodzą niezbyt pozytywne zmiany w codziennym życiu, człowiek musi się postarać, żeby wrócił chociaż delikatny uśmiech i spokój ducha.
Muszę Wam powiedzieć, że grudzień nie był dla mnie najbardziej sprzyjającym miesiącem, ale wraz z nadejściem stycznia gdzieś w środku pojawia się nieśmiała myśl, że może da się wszystko względnie uporządkować - i to nie dlatego, że wkroczyliśmy w kolejny rok. Nie, już dawno oduczyłam się tworzenia listy postanowień noworocznych, bo więcej z tym było związanych rozczarowań niż sukcesów. Małymi kroczkami, ot co. Bez gwałtownego rzucania się do przodu, ze spokojem i świadomością, że nie wszystko da się przewidzieć. Odrobina chaosu zawsze się pojawi i może to i lepiej - przynajmniej człowiek się nie nudzi, a i nauczy się czegoś nowego przy okazji ;)

W ogólnej poprawie humoru pomogła ucieczka na wieś. Kiedy tylko skończył się czas świątecznego lenistwa, objadania się smakołykami, rodzinnych dysput i chłonięcia zapachu żywej choinki, spakowaliśmy z M. plecaki i prawie na tydzień zniknęliśmy dla świata. Było codzienne rozpalanie w piecu, rąbanie drewna (ta przyjemność spadła akurat na M. ;) ), niezbyt wczesne wstawanie, długie spacery, nadrabianie zaległości filmowych i książkowych i cofnięcie się w czasie do gier planszowych. Jednym słowem relaks :) I bardzo przyjemne zakończenie grudnia. Ale zimowego śniegu nie udało nam się znaleźć. Z resztą sami spójrzcie.


















A podczas sylwestrowej nocy towarzyszyła nam... Kaczka Grozy ;] Ochrzczona tak przez wspólnych znajomych.



Nie powiem, przyjemnie się spaceruje przy tej prawie wiosennej pogodzie, za mroźną zimą raczej nie przepadam, ale chociaż jej odrobina mogłaby się pojawić, żeby tradycji stało się zadość. No nic, nie narzekam i cieszę się tym, co jest :)
Z nieco bardziej naładowanymi pozytywną energią akumulatorami mogę zająć się porządkowaniem codzienności.

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze pod poprzednim wpisem i cieszę się, że pojawiły się nowe czytelniczki - witam serdecznie :)

środa, 4 grudnia 2013

Grudniowy spleen

Ostatnio słowa się mnie nie trzymają... Przeciekają przez palce, spływają z kartek, znikają między linijkami. Te drukowane mają się podobnie - klawisze na klawiaturze odmawiają posłuszeństwa, litery uciekają, rozpraszając myśli. Najwyraźniej grudzień tak już ma, usypia ludzi, rozleniwia i wietrzną nocą sugeruje owinąć się w koc, podciągnąć kolana pod brodę i rozmyślać...

Mimo wszystko po prawie miesiącu milczenia postanowiłam coś Wam pokazać :) Jeśli nie słowa, to "obrazy". Ja cieszę nimi oczy i zastanawiam się, co dalej. Może jeszcze zdążę postawić kilka świątecznych krzyżyków?


Tak elf na rudziku prezentował się 30 października.


17 listopada...


I wczoraj wieczorem, kiedy postawiłam ostatnią haftowaną kreskę :)





Wzory Nimue mają w sobie jednak coś magicznego.. Chciałam wykorzystać go jako obrazek na torbie, ale nie wiem czy nie będzie zwyczajnie szkoda. No nic, zobaczymy :)

Spokojnego tygodnia Wam życzę i idę dalej pertraktować ze słowami. Na razie najlepiej mi idzie z tymi książkowymi. Może to jest jakaś metoda?

wtorek, 25 grudnia 2012

Świąteczny czas

Świąteczny rozgardiasz, przygotowanie drobiazgów dla rodziny, ostatnie zakupy i kuchenne przygotowania skutecznie odciągnęły mnie od komputera i dopiero dziś udało mi się znaleźć chwilę, żeby się odezwać.


W związku z tym chciałam Wam złożyć nieco spóźnione życzenia - spokojnych, pogodnych Świąt w rodzinnej atmosferze, stołu uginającego się pod ciężarem mniej i bardziej wytrawnych smakowitości i smakołyków, sprawiających dużo radości prezentów (które otrzymałyście wczoraj - mam nadzieję, że się podobały) i wszystkiego, co dobre w nadchodzącym roku :)

W tym roku znów postanowiłam zająć się słodszą częścią świątecznej oprawy, w związku z czym kilka dni temu na kuchennym blacie zagościły gwiazdki, choineczki, serduszka, księżyce i ptaszki (kształtem przypominające raczej wyrośnięte wąsy, ale w końcu od czego ma się wyobraźnię ;P).


Walczyłam też z rogalikami nadziewanymi jabłkami z cynamonem i cukrem, szykowałam paszteciki z kapustą... Szał kuchenny trwał :) A dziś, po wigilijnym obiedzie i bożonarodzeniowym śniadaniu domownicy wygodnie rozsiedli się w fotelach i na kanapach i cieszą się prezentami :) Lubię tę nieco leniwą atmosferę, przyjemną muzykę sączącą się z głośników i rozmowy, które zbaczają na różne dziwne tematy, których nie porusza się na co dzień. Co prawda dzięki plusowym temperaturom śniegu zostało niewiele i mróz przestał malować na szybach niezwykłe obrazy, ale i tak nastrój Świąt jest.



W tym roku, czekając na odpowiedź po rozmowie o pracę, stwierdziłam, że mój budżet jest ostatnio w nieco opłakanym stanie i rodzicom postanowiłam przygotować prezenty bardziej od siebie - a haft nadaje się do tego idealnie ;) Ponieważ tata z reguły gromadzi przy łóżku różne książki, które przegląda po nocy, kiedy nie może spać, wyhaftowałam dla niego zakładkę w znanych greckich klimatach. Idealne nawiązanie do naszych żeglarskich wakacji :) Podejrzewam, że kojarzycie wzory Powella... Zakładkę kończyłam dzień przed Wigilią, wcześniej prezentowała się tak:


Chwilkę wcześniej skończyłam nieco inną w klimacie zakładkę dla mamy :)


A potem doszły backstitche, obramowanie, filc, trochę kleju... Tak, zamiast przyszywać kanwę do filcu, tym razem przykleiłam ją przy pomocy kleju introligatorskiego. Nie byłam pewna, jak się to będzie trzymać, ale trzyma się bardzo dobrze.
I wczoraj rodzice znaleźli pod choinką taki zestaw :)







Teraz już na pewno nie zgubią tej strony, na której skończyli :)