Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Brovko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Brovko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 września 2019

Płomienna jesień

Początek września to zdecydowanie inaczej pachnące o poranku powietrze, chłodne noce, zamglony księżyc, żółknące powoli (niestety też przez ogólnie panującą suszę) liście, pojawiające się poza szufladą skarpetki i swetry z długim rękawem. To też nadchodzący czas mieniących się wszystkimi odcieniami czerwieni lasów. A na tamborku akurat ognista rudość, idealnie odpowiadająca nadchodzącym wieczorom, podczas których będzie można usiąść pod kocem i napić się gorącej herbaty z miodem.

1 września panna była gotowa...



...a wczoraj, podczas nadbużańskiego spaceru, z nocnej toni zaczął wyłaniać się zarys wielorybiego rumaka.



Odcienie szarości i błękitu pięknie się tu przenikają i zapowiada się naprawdę przyjemny obrazek. Ale na pewno czeka mnie jeszcze sporo wyszywania, więc możecie uzbroić się w cierpliwość i od czasu do czasu zaglądać, czy widać już coś więcej niż tylko zarys.


piątek, 23 sierpnia 2019

Rude jest piękne (i nieźle się wyszywa)

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła w jednej z nielicznych wolnych chwil przeglądać folderów na komputerze i nie zwróciłabym uwagi na kupiony jakiś czas temu wzór autorstwa Marii Brovko "Magic dreams". Kupiłam go oczywiście z myślą o córce - dziecko stało się dodatkowym pretekstem, żeby zacząć wyszywać obrazki, dla których wcześniej nie zawsze miałam uzasadnienie :P Chociaż tu nasuwa mi się pytanie do wszystkich haftujących mam posiadających małe dzieci - jak Wy to robicie, jak godzicie hobby i opiekę nad maluchami? Wczoraj minęło siedem tygodni, od kiedy Klementyna jest z nami i na kilkanaście minut haftu mogę sobie pozwolić raczej wieczorami, kiedy mała już zaśnie, a ja ogarnę inne ważniejsze i bardziej potrzebne rzeczy. W ciągu dnia jej drzemki wcale nie są takie długie, a i rzeczywistość w tym czasie trzeba ogarnąć.

Chociaż w miniony weekend zrobiłam coś innego i na spacer z mężem i z dzieckiem zabrałam haft ;) Właśnie ten, który chcę Wam dziś pokazać. Oczywiście wzięłam wszystko... oprócz wydruku z wzorem. Ale od czego ma się telefon - wystarczy ściągnąć plik z maila i da się wyszywać.



Do haftu wykorzystałam resztkę materiału, który został mi z zabawy "Sleep Parade", wzór akurat wpasował się w niego idealnie - granatowy Belfast 32 ct. Wyszywam oczywiście muliną DMC, kolorów jest 19, do tego dochodzi 8 łączonych z dwóch różnych nitek odcieni. Myślę, że efekt końcowy będzie wart tych kombinacji.

16 sierpnia głównie widoczna była dziewczynka...


...a do 22 sierpnia przybyło już nieco jej bujnej czupryny.


Zobaczymy, ile czasu zajmie mi wyszycie całości. Nie zapominajmy, że na tamborku mam jeszcze motyle M.C. Eschera, a i zastanawiam się, czy za jakiś czas nie powinnam wyciągnąć z szuflady Computer Wizarda Randala Spanglera, żeby całkiem o nim nie zapomnieć. No i zabawa u Chagi...
Dzieje się w hafcie, oj dzieje :)

wtorek, 12 lutego 2019

Królik z filiżanki (haftowana licytacja)

Jakieś półtora tygodnia temu na fb wpadła mi w oko informacja, że Uszate Serca Warszawy - Stowarzyszenie Pomocy Królikom, będą organizować kolejny Bazarek na rzecz Uszatych Serc i postanowiłam wesprzeć ich podczas licytacji małym haftem. W związku z tym przez ostatnich kilka dni każdą wolną chwilę poświęcałam na wyszywanie niewielkiego wzoru autorstwa Marii Brovko, który znalazłam w jej sklepie na Etsy, a który idealnie wpisuje się w króliczą tematykę.
Nie ukrywam, że nasz puszysty i wcale nie taki drobny lokator bardzo dobitnie udowadnia mi każdego dnia, że królik to z jednej strony stworzenie miłe w dotyku i uroczo się prezentujące, a z drugiej - to charakterna istota, która lubi postawić na swoim, kombinuje jak się da, żeby wejść tam, gdzie jej nie wolno, należy przy niej mieć pozabezpieczane wszystkie kable i jeśli nie lubisz mieć dziurek wygryzionych w ubraniach czy innych tkaninach, po prostu powinieneś umieścić je w miejscu, do którego zwierz nie sięgnie. No i nie jest miłośnikiem brania na ręce czy trzymania na kolankach. Jest to też jednak ciekawskie stworzenie, które bardzo przywiązuje się do swojego człowieka, potrafi przyjść i trącać cię nosem, żebyś go pogłaskała, a jeśli nie zwrócisz na niego uwagi, zacznie podgryzać ci nogawki ;) Lubi też wyciągnąć się tuż obok, potrzebując towarzystwa, hyca radośnie, ciesząc się na twój widok i widać, że trybiki w tym małym króliczym móżdżku pracują całkiem sprawnie. Zdecydowanie bliżej mu charakterologicznie do kota niż do psa ;) No i da się sprzedać za banana albo inną rodzynkę...


Boli mnie, kiedy widzę, ile królików rocznie trafia w kartonowych pudełkach do śmietników, jest zostawianych w klatkach obok kontenerów czy wyrzucanych do lasu czy parku, "bo to przecież dzikie stworzenie, które zje sobie trochę trawki, wykopie norkę i przeżyje na polu albo w innych krzakach". No i wcale nie okazał się takim udanym prezentem świątecznym/urodzinowym/walentynkowym, ugryzł, bo był zbyt mocno tarmoszony (a królik potrafi boleśnie ugryźć, o tak... ale tylko wtedy, kiedy czuje się zagrożony i nie widzi już żadnej drogi ucieczki), nie jest nakolankowy i nie lubi być brany na ręce. No i to przecież tylko taki pasztet chodzący na czterech łapkach.
Dlatego naprawdę doceniam pracę tych, którzy poświęcają swój czas, mieszkanie, pieniądze na to, żeby pomóc poszkodowanym i porzuconym zwierzakom i często robią to zupełnie bezinteresownie, nic na tym nie zarabiając. Stąd mój pomysł na pomoc chociaż małym haftem...
Przepraszam, zrobiło się poważnie, ale miałam potrzebę, żeby podzielić się z Wami tym, co wśród innych osobistych spraw też jest w jakiś sposób dla mnie ważne. A jeśli myślicie poważnie o przyjęciu pod swój dach uszatego przyjaciela, pamiętajcie - ADOPTUJCIE, NIE KUPUJCIE :)

To może teraz dla rozluźnienia atmosfery kilka zdjęć haftu przekazanego na Bazarek, który ma zacząć się już jutro i tym razem potrwa tylko kilka dni. Kto wie, może coś Wam wpadnie w oko, link do licytacji różnych przedmiotów jest na początku wpisu.

Zaczęłam 3 lutego, 8 lutego powstała filiżanka...


...dziś był już gotowy cały obrazek, rano jeszcze bez backstitchy...



...ale to się zmieniło w ciągu dnia :)



I tak powstał bardzo zmarchwiony królik. Królik z filiżanki.


Uroczo wkurzony i mający w sobie coś z prawdziwego uszatego charakterku ;)
Sama przyjemność wyszywania.

Kilka szczegółów technicznych:
wzór -  Maria Brovko
kanwa - aida zweigart biała, 16 ct
mulina - DMC, 17 kolorów
wymiary haftu - 11,5x8,5 cm