Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M.C. Escher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M.C. Escher. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Nowy haft na Nowy Rok XII - ślimakiem jestem

W ślimaczym tempie przybywa krzyżyków przy tym hafcie w ostatnich miesiącach. Pokonują mnie trochę pojedyncze krzyżyki porozrzucane po trzech stronach wzoru, które mozolnie uzupełniam, ale jednak wymaga to czasu, skupienia, niezbyt zmęczonych oczu i cierpliwości. Z dostatkiem tego wszystkiego ostatnio bywa różnie. Ale staram się. No to co, czas na "postępy"?

Zeszły miesiąc kończyłam z takim stanem na kanwie:


A obecnie, stan na dziś, przybyło trochę brązowych krzyżyków.


Obiecuję, w następnym wpisie podzielę się bardziej spektakularnymi postępami w hafcie, chociaż pewnie nie będzie to ten wzór.

piątek, 8 listopada 2019

Nowy haft na Nowy Rok XI - czyli M.C. Escher wciąż na tapecie

No finiszu z tym wzorem w tym roku na pewno nie osiągnę. W przyszłym z resztą raczej też nie :P Już mam postanowienie, że po zakończeniu tej zabawy odłożę na jakiś czas motyle Eschera i wyciągnę z szuflady zapomnianego na kilka miesięcy Computer Wizarda. W końcu wypadałoby zacząć kiedyś jego czwarty rząd.
Co do Eschera, to w tym miesiącu znów nie przybyło go za dużo - podejrzewam, że ledwie kilkadziesiąt głównie żółtawych krzyżyków, więc nawet nie do końca te postępy widać. No ale nie mogę powiedzieć, że przez cały listopad nie zrobiłam NIC.

3 października było tak:


A dziś tak:


Poza tym powolutku dostawiam krzyżyki w drugiej zabawie - Sleep parade, mam nadzieję, że wyrobię się do końca miesiąca z całością, bo wzór jest bardzo przyjemny i dobrze się go wyszywa. Ale o tym będzie już następny wpis :)

czwartek, 3 października 2019

Nowy haft na Nowy Rok X - coraz bliżej końca... roku ;)

Powolutku przybywa drobnych krzyżyków, czasem wyszywanych przez kilkanaście minut wieczorem, czasem przez kilka w ciągu dnia. Motyle skrzydła jeszcze kiedyś będą kolorowe...

3 września:


I zdjęcia zrobione wczoraj:






wtorek, 3 września 2019

Nowy haft na Nowy Rok IX - nie tylko czerwień

Dziś będzie krótko - podsumowanie postępów w pracy nad haftem na podstawie grafiki M.C. Eschera. Muszę przyznać, że ostatnio nie am serca do tego wzoru - być może dlatego, że jest dosyć pracochłonny, a wyszywane przeze mnie krzyżyki są drobniutkie i wymagają wypoczętych oczu i siły na to, żeby nad nimi trochę posiedzieć, a z tym ostatnio bywa u mnie krucho. Niedospanie, niedoczas i zdarzające się w związku z tym rozdrażnienie nie pomagają. No ale mimo wszystko postępy są, chociaż mniej więcej od połowy sierpnia zajęłam się innym haftem i motyle poszły w tymczasową odstawkę. Ale spokojnie, i we wrześniu przybędzie im kolorów na skrzydłach.

 Ostatnio, czyli 3 sierpnia, wyszywany fragment prezentował się tak:


 Natomiast w sierpniu postawiłam na szarości i stonowane odcienie niebieskiego i na wczorajszym zdjęciu widać nieco więcej tych kolorów:

Są one dużo bardziej porozrzucane po kanwie, więc ich uzupełnianie było dosyć żmudne, ale jednak się udało.


W następnym wpisie podzielę się postępami w pracy nad płomiennowłosą dziewczyną, bo to ona ostatnio zdominowała moje hafciarskie działania. Do napisania i przeczytania :)

sobota, 3 sierpnia 2019

Nowy Haft na Nowy Rok VIII - przybywa skrzydeł

Teoretycznie zabawa organizowana przez Anię na blogu KreatywnaTV trwa do końca roku, ale nie oszukujmy się - nikt nie zdąży wyhaftować wzoru, który mieści się na 35 stronach, w 365 dni. No w każdym razie na pewno nie ja ;) Wyszywając do tego inne obrazki i przeżywając różne życiowe rewolucje. No ale nie o to mi chodziło, kiedy zgłaszałam się do tej zabawy :) Zgłosiłam się do niej, żeby mieć dodatkową motywację, comiesięczny cel, żeby przybywało krzyżyków we wzorze na podstawie grafiki M.C. Eschera. I jak na razie mniej lub bardziej mi się to udaje.
Na tamborku wciąż mam trzy strony ze wspomnianych trzydziestu pięciu - w tej materii nic się nie zmieniło. Na szczęście w lipcu udało mi się wieczorami dostawić nieco więcej krzyżyków niż ostatnio i tym razem nie trzeba już z lupą doszukiwać się różnic ;)

Dla porównania - zdjęcie haftu z 2 lipca:


I zdjęcie zrobione dziś:


W minionym miesiącu skupiłam się na jednym, beżowym kolorze, a kiedy już wyszyję go na tych trzech stronach, może skupię się na którymś z odcieni niebieskiego? Dzięki temu dużo wyraźniej widać postępy w wyszywaniu, co cieszy oko i sprawia, że człowiek nie ma wrażenia, że utknął.
I tym pozytywnym akcentem kończę ;p

poniedziałek, 8 lipca 2019

Znajdź kilka różnic - czyli Nowy haft na Nowy Rok VII

Dziś będzie krótko, bo i nie ma się czym za bardzo chwalić... No chyba że można pochwalić się tym, że we wzorze dostawiło się dosłownie pewnie ze sto czy sto pięćdziesiąt krzyżyków. Przez miesiąc. Tak. No ale nikt mi nie może zarzucić, że nie zrobiłam nic ;)
Więc - tak jak w nagłówku - mam dla Was podchwytliwe zadanie, znajdź różnice!

Zdjęcie z poprzedniego wpisu - robione 12 maja:
 

I zdjęcie z 2 lipca:


W następnym wpisie się wytłumaczę, skąd takie opóźnienia.

wtorek, 4 czerwca 2019

Nowy haft na Nowy Rok VI oraz podróże małe i duże :)

Przyznaję, że nie planowałam aż takiej długiej przerwy na blogu... Minął właściwie miesiąc od poprzedniego wpisu, ale patrząc na moje postępy w obecnych haftach, nawet nie miałam czym się z Wami podzielić. No przecież nie będę się chwalić kilkudziesięcioma krzyżykami dostawionymi do większej całości - zawsze lepiej prezentuje się większe osiągnięcia ;) Ale spokojnie, pod koniec wpisu pojawi się Escher - najpierw jednak kilka słów o rozpraszaczach z minionego miesiąca.

Tak jak przewidywałam, wypad po latach ze znajomymi do Torunia - mojego studenckiego miasta - skutecznie odciągnął mnie od wyszywania, no ale to miasto zawsze warte jest grzechu ;) Podchodzę do niego trochę jak do byłego domu, nie do turystycznej stolicy piernika i zabytków koniecznych do obejrzenia, w związku z czym więcej jest tu spacerów niż zwiedzania. Ale zdecydowanie zwykłe zadarcie głowy do góry w tym mieście procentuje zapadającymi w pamięć widokami. Oczywiście starówka i bulwary nad Wisłą były obowiązkowym punktem pobytu.








Mój wydział, na którym spędziło się ponad pięć lat życia... uwielbiam jego korytarze.





Oczywiście nie omieszkałam zaciągnąć niczego nieświadomych znajomych przez Rybaki w stronę Bydgoskiego Przedmieścia z jego pięknymi, chociaż często zaniedbanymi kamienicami.












Nie obyło się też bez gastroturystyki, ale stamtąd zdjęć nie mam :P Mogę tylko z czystym sumieniem polecić każdego Manekina w Toruniu, niedużą pizzerię Piccolo Grande i obowiązkowo potężne porcje pysznych lodów u Lenkiewicza! Pizza w Metropolis też jest niczego sobie ;)

Oprócz wyjazdu w maju zajęłam się też porządkowaniem Ariadny, którą dostałam od znajomej - doszłam do wniosku, że nie ma szans, żebym kiedykolwiek wykorzystała całość, więc postanowiłam zostawić sobie około 4 motków z każdego koloru, a resztę spieniężyć. Nad segregowaniem i rozkładaniem kolejnych motków spędziłam tydzień... w którymś momencie do pomocy przyłączył się nawet M., stwierdzając, że sama w życiu nie skończę tego ogarniać. Ale poświęcony temu czas się opłacił, bo po sprzedaniu kilkuset motków kupiłam sobie nowe okulary razem ze szkłami :P Więc warto było.




Może w końcu któregoś dnia przysiądę i wykorzystam te wszystkie kolory do ćwiczenia się w hafcie płaskim, którego chciałabym się nauczyć. Ale jak na razie zwyczajnie brakuje mi czasu na to, żeby poświęcić uwagę tej technice wyszywania. No nic, może kiedyś... Materiały już mam.

No dobrze, ale może w końcu coś stricte o hafcie, który bierze udział w zabawie Nowy haft na Nowy Rok :P Mogę się pochwalić właściwie tylko jednym nowym zdjęciem związanym z wzorem inspirowanym grafiką M.C. Eschera... Już w połowie maja udało mi się uzupełnić czerń na trzech wyszywanych obecnie stronach.
 A na początku maja obraz prezentował się jeszcze tak:



 12 maja było już tak:


Teraz pozostaje uzupełnienie kolorami motylich skrzydeł. W drugiej połowie miesiąca przysiadłam jednak nad moim drugim kolosem - Computer Wizardem Randala Spanglera, chcąc skończyć wreszcie trzeci rząd haftu. I muszę powiedzieć, że wczoraj mi się to w końcu udało. Ale tym osiągnięciem pochwalę się już w następnym wpisie ;)
Do napisania i przeczytania!

piątek, 3 maja 2019

(Niezbyt) kolosalne postępy - czyli walka z haftem trwa

Miałam ambitne plany na kwiecień - chciałam skończyć trzeci rząd haftu Computer Wizard R. Spanglera i dodać jak najwięcej maleńkich krzyżyków do motyli M.C. Eschera, ale mam poczucie, że nawet jeśli prace nad tymi dwoma kolosami szły do przodu, to jednak postępy są dosyć marne. No nic, zobaczymy, czy w maju uda się wyhaftować więcej. Co prawda za dwa tygodnie jedziemy ze znajomymi na weekend do Torunia, więc znów co najmniej trzy dni wypadną z kalendarza, ale będę się starać nie zaniedbać moich obrazów. Chciałabym je przecież kiedyś skończyć...

Dla przypomnienia 2 kwietnia we wzorze Eschera, który bierze udział w zabawie "Nowy haft na Nowy Rok", postępy wyglądały tak:


...natomiast dokładnie miesiąc później, czyli 2 maja, widać już kolejne kręgi motylich skrzydeł. Nie ograniczam się do haftowania jednej strony - wędruję sobie przez trzy i dostawiam kolejne krzyżyki. Na razie skupiłam się na czerni i czerwieni, potem przerzucę się na inne barwy.



 Dopiero przeglądając folder ze zdjęciami do poprzedniego wpisu z haftem Computer Wizard uświadomiłam sobie, że odłożyłam ten wzór prawie na miesiąc. 13 marca widać było jedynie błękitnoszary cień książek stojących w bocznym korytarzu biblioteki oraz zarys barierki na piętrze...


...18 kwietnia przybyło kolorów...


..a 29 kwietnia barierka i jej podstawa stały się dużo bardziej wyraźne. Staram się uzupełniać kolory, idąc od dołu, żeby nie zostać na koniec z pojedynczymi pustymi polami, które będę niecierpliwie łatać muliną - nie cierpię tego.


Plan na maj jest taki, żeby dokończyć wreszcie trzeci rząd, bo męczę się z jego finiszem chyba od grudnia. Niby dwie i pół kartki, ale mimo wszystko trwa to już zbyt długo.

A tak poza tym w miniony weekend wybraliśmy się z M. na wernisaż rzeźb mojego taty zorganizowany w niedawno wyremontowanej oranżerii Pałacu w Korczewie na Podlasiu - przepiękne okolice i krajobrazy, a do tego malownicze wnętrza pałacu, który był remontowany przez ostatnich trzydzieści lat po odzyskaniu przez rodzinę Ostrowskich-Harris. Z przyjemnością obserwuję, jak zmienia się budynek i odzyskuje powoli dawny blask. Aż chciałoby się zobaczyć, jak i inne stare posiadłości na terenie całej Polski wracają do czasów swojej świetności. Jest to przecież ogromny kawałek naszej historii, koszmarnie obecnie zaniedbanej i w wielu miejscach bezpowrotnie niszczejącej... Na szczęście niektórym jeszcze się chce i mają siłę, żeby walczyć i działać mimo różnych przeciwności.






















 W jednej z sal można było znaleźć i hafciarskie akcenty ;)