Na wstępie dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i witam nowe obserwatorki :) Miło mi, że do mnie zaglądacie.
A co poza tym? W sobotę mama miała urodziny. Kręciłam się i zastanawiałam, co zrobić z prezentem dla niej, bo już wcześniej czułam, że nie wyrobię się z tym obrazkiem, który dla niej haftowałam i który na chwilę obecną prezentuje się tak:
W międzyczasie okazało się też, że brakuje mi dwóch kolorów... Byłam chyba nieprzytomna, kiedy kompletowałam muliny do tego haftu. No ale nic to, postanowiłam się nie poddawać i zajrzałam do koszyka, w którym przechowuję skończone hafty czekające na lepsze czasy. I znalazłam coś, co idealnie pasowało do tego, co chciałam zrobić dla mamy.
Przygotowałam dla niej mały notes - znów ;) Notes tylko i wyłącznie na pozytywne myśli, które przyjdą jej do głowy w 2013 roku. Stwierdziłam, że warto jest czasem zapisać to, co dobre i przyjemne - myśli, wydarzenia, gesty. Wykorzystując biedronkę, którą wyhaftowałam już jakiś czas temu i prezentowałam w dniu swoich imienin, stworzyłam mały zeszyt, który na pewno znajdzie dla siebie miejsce w damskiej torebce.
Znów zszyłam ze sobą kilka kartek, dodałam trochę filcu, użyłam nieco kleju, żeby nic się nie rozpadło...
...no i dopisałam na pierwszych stronach kilka słów od siebie - skierowanych prosto do mamy :) Poprosiłam też mojego młodocianego brata, żeby dodał coś od siebie i w ten sposób powstał niezapomniany prezent. Uwielbiam widzieć radość na twarzach najbliższych :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbara Ana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbara Ana. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 stycznia 2013
wtorek, 25 grudnia 2012
Świąteczny czas
Świąteczny rozgardiasz, przygotowanie drobiazgów dla rodziny, ostatnie zakupy i kuchenne przygotowania skutecznie odciągnęły mnie od komputera i dopiero dziś udało mi się znaleźć chwilę, żeby się odezwać.
W związku z tym chciałam Wam złożyć nieco spóźnione życzenia - spokojnych, pogodnych Świąt w rodzinnej atmosferze, stołu uginającego się pod ciężarem mniej i bardziej wytrawnych smakowitości i smakołyków, sprawiających dużo radości prezentów (które otrzymałyście wczoraj - mam nadzieję, że się podobały) i wszystkiego, co dobre w nadchodzącym roku :)
W tym roku znów postanowiłam zająć się słodszą częścią świątecznej oprawy, w związku z czym kilka dni temu na kuchennym blacie zagościły gwiazdki, choineczki, serduszka, księżyce i ptaszki (kształtem przypominające raczej wyrośnięte wąsy, ale w końcu od czego ma się wyobraźnię ;P).
Walczyłam też z rogalikami nadziewanymi jabłkami z cynamonem i cukrem, szykowałam paszteciki z kapustą... Szał kuchenny trwał :) A dziś, po wigilijnym obiedzie i bożonarodzeniowym śniadaniu domownicy wygodnie rozsiedli się w fotelach i na kanapach i cieszą się prezentami :) Lubię tę nieco leniwą atmosferę, przyjemną muzykę sączącą się z głośników i rozmowy, które zbaczają na różne dziwne tematy, których nie porusza się na co dzień. Co prawda dzięki plusowym temperaturom śniegu zostało niewiele i mróz przestał malować na szybach niezwykłe obrazy, ale i tak nastrój Świąt jest.
W tym roku, czekając na odpowiedź po rozmowie o pracę, stwierdziłam, że mój budżet jest ostatnio w nieco opłakanym stanie i rodzicom postanowiłam przygotować prezenty bardziej od siebie - a haft nadaje się do tego idealnie ;) Ponieważ tata z reguły gromadzi przy łóżku różne książki, które przegląda po nocy, kiedy nie może spać, wyhaftowałam dla niego zakładkę w znanych greckich klimatach. Idealne nawiązanie do naszych żeglarskich wakacji :) Podejrzewam, że kojarzycie wzory Powella... Zakładkę kończyłam dzień przed Wigilią, wcześniej prezentowała się tak:
Chwilkę wcześniej skończyłam nieco inną w klimacie zakładkę dla mamy :)
A potem doszły backstitche, obramowanie, filc, trochę kleju... Tak, zamiast przyszywać kanwę do filcu, tym razem przykleiłam ją przy pomocy kleju introligatorskiego. Nie byłam pewna, jak się to będzie trzymać, ale trzyma się bardzo dobrze.
I wczoraj rodzice znaleźli pod choinką taki zestaw :)
Teraz już na pewno nie zgubią tej strony, na której skończyli :)
W związku z tym chciałam Wam złożyć nieco spóźnione życzenia - spokojnych, pogodnych Świąt w rodzinnej atmosferze, stołu uginającego się pod ciężarem mniej i bardziej wytrawnych smakowitości i smakołyków, sprawiających dużo radości prezentów (które otrzymałyście wczoraj - mam nadzieję, że się podobały) i wszystkiego, co dobre w nadchodzącym roku :)
W tym roku znów postanowiłam zająć się słodszą częścią świątecznej oprawy, w związku z czym kilka dni temu na kuchennym blacie zagościły gwiazdki, choineczki, serduszka, księżyce i ptaszki (kształtem przypominające raczej wyrośnięte wąsy, ale w końcu od czego ma się wyobraźnię ;P).
W tym roku, czekając na odpowiedź po rozmowie o pracę, stwierdziłam, że mój budżet jest ostatnio w nieco opłakanym stanie i rodzicom postanowiłam przygotować prezenty bardziej od siebie - a haft nadaje się do tego idealnie ;) Ponieważ tata z reguły gromadzi przy łóżku różne książki, które przegląda po nocy, kiedy nie może spać, wyhaftowałam dla niego zakładkę w znanych greckich klimatach. Idealne nawiązanie do naszych żeglarskich wakacji :) Podejrzewam, że kojarzycie wzory Powella... Zakładkę kończyłam dzień przed Wigilią, wcześniej prezentowała się tak:
Chwilkę wcześniej skończyłam nieco inną w klimacie zakładkę dla mamy :)
A potem doszły backstitche, obramowanie, filc, trochę kleju... Tak, zamiast przyszywać kanwę do filcu, tym razem przykleiłam ją przy pomocy kleju introligatorskiego. Nie byłam pewna, jak się to będzie trzymać, ale trzyma się bardzo dobrze.
I wczoraj rodzice znaleźli pod choinką taki zestaw :)
Teraz już na pewno nie zgubią tej strony, na której skończyli :)
niedziela, 22 kwietnia 2012
Grunt to kolor :)
Znów upłynęło kilka dni od ostatniego wpisu. Po jego opublikowaniu zaczęłam zastanawiać się czy wypada się tak chwalić wyjazdem, ale naprawdę bardzo się cieszę na myśl o nim i stwierdziłam, że dlaczego mam nie dzielić się swoją radością z innymi :) Zostało do niego tylko kilka dni, więc w sumie wypadałoby zabrać się za pakowanie... ale jeszcze nie dziś :)
Od ostatniego posta, w którym pokazywałam coś haftowanego minęło już trochę czasu, więc wypadałoby nadrobić zaległości. Ale najpierw TUSAL-owy słoik. Z każdym tygodniem przybiera na wadze i coś czuję, że do końca roku może nie sprostać wyzwaniu. Ale na razie nitki jeszcze się mieszczą ;)
Dziś na wierzchu możecie zobaczyć końcówki tych, których użyłam do wyhaftowania kolejnego kota Margaret Sherry - ostatniego z planowanych. Majowego kota urodzinowego dla przyjaciółki, z którą wybieramy sie na ten majówkowy rejs. Kot Karoliny jest pięknie wiosenny i wprawia w dobry nastrój :)
Muszę powiedzieć, że koty Margaret Sherry naprawdę przyjemnie się haftuje i do tego ćwiczę się w backstitchach ;) Różnie mi z nimi idzie, ale się staram ;p Kot czeka teraz tylko na odprasowanie i oprawienie. I mam nadzieję, że będzie cieszył oko solenizantki.
Poza tym wykopałam niedawno niewielki wzorek Barbara Ana i postanowiłam wyhaftować go po swojemu, czyli nie kupując kolorów zgodnych z założeniami autorki, tylko losując je ze swojego małego metalowego kuferka, w którym przechowuję muliny DMC. I tak powstała biedronka. Zastanawiałam się nad zrobieniem z niej swojego pierwszego pinkeepa, ale jednak tak małe marginesy na to nie pozwolą... No nic, będę kombinować.
Robiąc zdjęcie, pobawiłam się też światłocieniem - nie wiedziałam, że haft może zyskać w ten sposób nowy wymiar ;)
Od ostatniego posta, w którym pokazywałam coś haftowanego minęło już trochę czasu, więc wypadałoby nadrobić zaległości. Ale najpierw TUSAL-owy słoik. Z każdym tygodniem przybiera na wadze i coś czuję, że do końca roku może nie sprostać wyzwaniu. Ale na razie nitki jeszcze się mieszczą ;)
Dziś na wierzchu możecie zobaczyć końcówki tych, których użyłam do wyhaftowania kolejnego kota Margaret Sherry - ostatniego z planowanych. Majowego kota urodzinowego dla przyjaciółki, z którą wybieramy sie na ten majówkowy rejs. Kot Karoliny jest pięknie wiosenny i wprawia w dobry nastrój :)
| (nie mam pojęcia dlaczego to zdjęcie ładuje mi się w takiej pozycji...) |
Poza tym wykopałam niedawno niewielki wzorek Barbara Ana i postanowiłam wyhaftować go po swojemu, czyli nie kupując kolorów zgodnych z założeniami autorki, tylko losując je ze swojego małego metalowego kuferka, w którym przechowuję muliny DMC. I tak powstała biedronka. Zastanawiałam się nad zrobieniem z niej swojego pierwszego pinkeepa, ale jednak tak małe marginesy na to nie pozwolą... No nic, będę kombinować.
Robiąc zdjęcie, pobawiłam się też światłocieniem - nie wiedziałam, że haft może zyskać w ten sposób nowy wymiar ;)
Pozdrawiam imieninowo moje skromne grono czytelniczek :)
Kaja
Subskrybuj:
Posty (Atom)
